Moje pasje to podróże, taniec towarzyski i irlandzki, turystyka górska i rowerowa, Gwiezdne Wojny, akwarystyka i język angielski. Jako uczeń liceum próbowałem też swoich sił na scenie teatralnej.
Wszystkimi tymi pasjami staram się zarażać ludzi, z którymi się stykam - między innymi uczniów w V LO w Tarnowie.
Święty Augustyn powiedział kiedyś: "Świat jest wielką księgą. Kto nie podróżuje, czyta tylko pierwszą stronę".
Najpierw, przez ok. 8 lat podróżowaliśmy z Dorotą, moją żoną, sami. Najpierw były polskie góry, potem Francja, Grecja, Chorwacja, Anglia, Szkocja i Irlandia, a w końcu dwumiesięczna podróż wokół USA. Potem, gdy na świat przyszedł Kamilek, trzeba było zrobić trochę przerwy w wojażach zagranicznych, choć nie zrezygnowaliśmy z poznawania uroków Polski. Gdy Kamilek miał 2,5 roku, zwiedził z nami Półwysep Skandynawski i przejechał z nami w te wakacje ok. 8 tysięcy kilometrów.
Co do podróży, to człowiek też ewoluuje w tej kwestii. Kiedyś wystarczały zwykłe wycieczki objazdowe, tak jak po Szkocji czy Irlandii, teraz zdecydowanie optuję za wyjazdami, podczas których mam swobodę przemieszczania się dzięki samochodowi. Nigdy nie rezerwujemy kempingów czy moteli z wyprzedzeniem - co ma czasami dobre, a czasami złe strony, choć raczej dobre. Podróżując po USA, przejechaliśmy całą trasę opisaną przez Łysiaka w jego słynnym "Asfaltowym salonie" - jak ktoś nie czytał, to polecam. Do tej trasy (przejechanej w odwrotnym kierunku) dodaliśmy parę unikatowych miejsc, których jemy nie udało się zobaczyć.
Najfajniejsze są spotkania z "tubylcami" - w USA spędziliśmy tydzień w zapadłej dziurze w Nowym Meksyku po tym, jak przegrzaliśmy silnik, rozwaliliśmy głowicę, czy jakoś tak. W każdy razie auto nie nadawało się do dalszej jazdy. Mieszkaliśmy w domku roboczym mechanika, który nam samochód naprawiał. Użyczył nam swojej ciężarówki, która paliła chyba 25 litrów/100 km, Dorota (moja żona) nie dostawała nogami do pedałów, ale przynajmniej można było zwiedzać okolicę. Z nudów próbowaliśmy nawet zarobić na naprawę reklamując się w miejscowym radio jako ekipa do strzyżenia trawników. To był mój pierwszy występ w amerykańskim radio (i ostatni) ;) Carslbad (czyli ta zapadła dziura) leży na obrzeżach tzw. Llano Estacado, opisanego przez Karola Maya w cyklu o Winnetou. Zresztą parędziesiąt kilometrów dalej jest rezerwat Apaczów Mescalero. Nawet pytałem tego mechanika, czy nie słyszał o Winnetou, ale nie miał pojęcia. Natomiast okazało się, że babka jego żony była Apaczką... Gdzieś na pograniczu Arizony i Colorado rozmawiałem też z indianką z plemienia Hopi, która opowiadała o jednym z tzw. marszów płaczu, podczas którego wielu jej przodków poszło, ale do Krainy Wiecznych Łowów...
Zapraszam do galerii z podróży po USA - KLIKNIJ TUTAJ
W Irlandii najfajniejsze były irlandzkie tańce, jakie wyczynialiśmy w irlandzkich pubach do lokalnej muzyki. Były z nami dziewczyny z zespołu tanecznego, więc robiliśmy furorę (m.in. na wyspie Achill) zarówno wśród tubylców jak i turystów z innych krajów...
Zapraszam do galerii z podróży po Irlandii - KLIKNIJ TUTAJ
W Norwegii z kolei zapadło mi w pamięci spotkanie z pewną panią mieszkającą na archipelagu Lofotów. Kiedy wysiedliśmy z promu, w okolicy były totalne pustki, na drodze minęliśmy chyba ze dwa auta... Przychodzimy do niej do domu, rozmawiamy, a ona skarży się że... straszne tłumy ostatnio u nich na wyspie. Wyobraziłem sobie, jak ta wyspa wygląda, gdy nie ma "najazdu turystów"...
Zapraszam do galerii z podróży po Norwegii - KLIKNIJ TUTAJ
W Szwecji i Finlandii z kolei głównym zajęciem było nie wjechanie w żadnego z reniferów, które niekiedy pasły się na drodze w samym środku tundry (czy jak się ten lasek tamtejszy nazywa)....
Najczęściej zatrzymujemy się na noc na kempingach pod namiotami, bo żaden nocleg w hotelu czy motelu nie odda atmosfery, jaką człowiek czuje na przykład słuchając wycia kojota na kempingu na pustyni Sonora w Arizonie i widząc tęczę nad 10-metrowymi kaktusami po deszczu o zachodzie słońca... (chyba to zdjęcie jest gdzieś w galerii z USA, tęczy znaczy się, nie wycia kojota)...
Zapraszam do obejrzenia galerii z pozostałych naszych wypraw i wycieczek.
>> Polska
>> Anglia
>> Szkocja
Zamiłowanie do gór pojawiło się u mnie już w 7 klasie podstawówki. Wspólnie z kolegami, a potem samotnie, wędrowałem szlakami Pogórza Karpackiego, a potem Beskidów. Zdobyłem małą złotą odznakę GOT. Następnie przyszedł czas na Tatry. W czasie jednego z ostatnich wypadów udało się nam przejść słynną Orlą Perć, najtrudniejszy szlak dostępny dla "zwykłych" turystów. Od parunastu lat pasją do gór zarażam też uczniów mojego liceum, regularnie organizując szkolne rajdy turystyczne i wyjazdy na narty. Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć górskich.
Taniec towarzyski towarzyszy mi od drugiej klasy liceum. Pierwsze kroki stawiałem w klubie tańca towarzyskiego RAMA w tarnowskim domu kultury Mariensztat (kto to jeszcze pamięta?). Były pierwsze wygrane turnieje, kolejne zdobywane klasy taneczne. Później, po przenosinach do tarnowskiego Pałacu Młodzieży, już jako tancerz najwyższej ówcześnie w naszym mieście klasy tanecznej B, zdobyłem tytuł wicemistrza Okręgu Krakowskiego PTT w stylu latin, a także tytuł mistrza Tarnowa w stylu latin i standard. W 1997 roku wraz z partnerką zacząłem szkolić własne pary taneczne w Klubie Tańca Towarzyskiego Pałacu Młodzieży.. Karierę taneczną przerwały problemy zdrowotne z kręgosłupem.
W międzyczasie, już jako uczeń czwartej klasy liceum zacząłem prowadzić własną formację taneczną o nazwie "Arabeska" w Domu Ludowym w Wierzchosławicach. Do tej pory pamiętam uśmiechnięte buzie tamtejszych dzieci, które z zapamiętaniem powtarzały kolejne kroki i ćwiczyły kolejne układy.
Teraz, jako nauczyciel V LO w Tarnowie, od czasu do czasu organizuję bezpłatne kursy tańca towarzyskiego dla moich uczniów. Za lekcje prowadzone w ten sposób w zeszłym roku otrzymałem drugie miejsce w ogólnopolskim konkursie Gazety Wyborczej poświęconym tzw. 19 godzinie.
Kilka lat temu zaraziłem się też miłością do tańca irlandzkiego, co było bezpośrednim następstwem fascynacji całą kulturą celtycką. Brałem udział w profesjonalnych warsztatach tańca irlandzkiego w Krakowie, a także w warsztatach organizowanych kilka lat temu w Tarnowie, w ramach Dni Irlandzkich. Zapraszam do galerii poświęconej tematyce tańca.
Moja kolejna pasja to turystyka rowerowa. Mam na swoim koncie trasy nizinne, np. do Krakowa przez Szczurową i Nowe Brzesko, ale i trasy górskie, np. z Krynicy do Nowego Sącza czy z Piwnicznej przez Białą Wodę i Przehybę do Tarnowa. Do zeszłego roku wszystkie trasy pokonywałem swoim wysłużonym, 14-letnim, trekkingowym Marinem. Teraz na górskich szlakach używam trochę bardziej wyspecjalizowanego górskiego Kelly'sa. Poza samotnymi wyjazdami staram się zaszczepiać miłość do turystyki rowerowej wśród uczniów V LO, których "wyciągam" niekiedy na rowerowe wypady. Zapraszam do obejrzenia paru zdjęć z moich wyjazdów rowerowych.
Pasje aktorskie
Jako uczeń liceum próbowałem też swoich sił na deskach sceny teatralnej. Wspólnie z klasą wystawiliśmy w I LO w Tarnowie "Zemstę" Fredry, w której zagrałem rolę Papkina (podobno nie musiałem nawet za bardzo grać;). Później nadszedł czas na prawdziwy teatr - po przesłuchaniach w Tarnowskim Teatrze L. Solskiego zostałem, wraz z kolegami z klasy, jednym z elfów na dworze Tytanii, w przedstawieniu Snu Nocy Letniej. To był prawdziwy full kontakt z Szekspirem.
Już w szóstej klasie podstawówki miałem w domu 34-litrowy zbiornik, a w nim oczywiście gupiki i mieczyki. Potem była kilkunastoletnia przerwa, a w 1999 roku powróciłem do starej pasji. Najpierw dbając o zbiornik 56-litrowy, potem 112-litrowy, by w końcu dojrzeć do akwarium zdolnego pomieścić niemal pół tony wody (485 litrów). Obecnie w akwarium buszuje kilkadziesiąt pyszczaków z Malawi oraz ponad 10-letni glonojad. Podejmowałem próby dołożenia kosiarek, ale pyszczaki zawsze nie odmawiały sobie potraktowania ich jako ruchliwej przekąski.
Wszystkim życzę, żeby ich pasja była jednocześnie zawodem. Dla mnie język angielski to codzienne życie, codziennie czytane książki, oglądane filmy, rozmowy z nativami na Necie itp. Moją pasją do angielskiego od 13 lat staram się zarazić uczniów w V LO im. Janusza Korczaka w Tarnowie.
Skąd u 35-letniego człowieka zainteresowanie Gwiezdnymi Wojnami? Cóż, urodziłem się w roku, w którym na ekrany wszedł film Gwiezdne Wojny - Nowa Nadzieja, czyli IV część sagi. Potem poznawałem dzieje bohaterów z opowiadań brata, relacjonującego kolejne filmy w kinie scena po scenie. Powrót Jedi obejrzałem już w kinie samodzielnie i od tego czasu bakcyl Star Warsów gdzieś we mnie tkwi. Ta pasja przydała się, gdy wydawcy gier komputerowych zwrócili się do mnie z propozycją tłumaczenia KOTORa, czyli gry Knights of the Old Republic, osadzonej w świecie Gwiezdnych Wojen. Od tej pory przetłumaczyłem już kilka tytułów gier, których akcja toczy się w uniwersum Star Wars.